HomeNews
Imieniny: Konstantego, Ludosława, Rozyny             Dziś mamy: 11.03.2010 Twoje menu [Zaloguj się] 

Kasa
Nauka
Na wesoło
On i Ona
Szkoła Źycia
Zdrowie
Archiwum
Informator
Film
Wiersze
Redakcja
 konkurs - 10 edycja

 konkurs

archiwum

 Dni Kultury Chińskiej

archiwum

 kampania

archiwum

 konferencja

archiwum

 wybór szkoły językowej

archiwum

 Salon kulturalny kobiet

archiwum

 ARTenalia

archiwum

 polecamy

 

Oceń profesora!

www.ocen.pl

 PALENIE SZKODZI

archiwum

 Uwaga

 

Chciałabym poinformować naszych czytelników, że jakiś czas temu pojawiła się w kioskach gazeta o tytule "Idź Pod Prąd" - jest to zupełnie inna publikacja niż nasz Magazyn Studencki "Płyń POD PRĄD". Zbieżność tytułów jest zupełnie przypadkowa.

Redaktor Naczelna
Katarzyna Michałowska

 

Ocena: (Oceń klikając na ilość gwiazdek)
 

W STOLICY

Tłok w metrze absolutnie nie jest sztuczny. Jeszcze pół kroku i znajdę się we wnętrzu wagonu. I już. Czule wtuleni w tłum, ruszamy ze stacji Heizel linią 1A w stronę Herrmann- Debroux.

Wyciągam szyję ponad morze ludzkich głów i liczę przystanki. W końcu dostrzegam za szybą nazwę Beekkant. Wysiadamy. A wy pewnie zapytacie, skąd ta masa ludzi w brukselskim metrze o godzinie 21:30? I czemu, co czwarta osoba mówi tu po polsku? Posłuchajcie...

 

 

IDEA

W 1940 roku Roger Schutz, znany później jako brat Roger, zakupił we francuskiej wiosce Taizé niewielką posiadłość i założył międzynarodową wspólnotę ekumeniczną, pragnąc zacierać granicę między podzielonymi chrześcijanami. Brat Roger wierzył, że więcej nas łączy niż dzieli. Dziś wspólnota Taizé liczy ponad stu braci z ok. 30 krajów i co roku w innym mieście organizuje spotkania młodych chrześcijan, nazywane „Pielgrzymką zaufania przez ziemię”. To właśnie ta idea ściągnęła do Brukseli, na 31 spotkanie młodych w duchu Taizé, około 40 tys. ludzi ze wszystkich zakątków Europy, w tym aż 9 tys. Polaków. Wśród nich i nas, którzy właśnie wracamy z wieczornych modlitw, odbywających się na halach wystawowych Expo, w pobliżu słynnego Atomium. 
 

PÓŁ KROKU OD CENTRUM

Na stacji Beekkant przesiadamy się z metra na autobus. W pobliżu nie spotkasz blondyna. Mieszkają tu głownie imigranci, lokale są tańsze, okolica jakaś mniej zadbana. Brudna, zaśmiecona, późnym wieczorem nie wydaje się nam zbyt bezpieczna. To już nie to samo, co centrum „stolicy Unii Europejskiej”. Sama Bruksela jest „francuską wyspą” w północnej, flandryjskiej części Belgii. Wystarczy wyjechać za jej obwodnicę i już zewsząd słychać język flamandzki.

INTEGRACJA (?)

Belgia jest federacją, w skład której wchodzą trzy regiony autonomiczne: Flandria (na północy), francuskojęzyczna Walonia (na południu) i region stołeczny Brukseli. Północną i południową część kraju dzielą bardzo wyraźne granice, nie tylko językowe. Po wyborach w czerwcu 2007 roku Belgia prawie 9 miesięcy pozostawała bez rządu, gdyż Flamandowie i Walonowie nie mogli dojść do porozumienia. Ci pierwsi chcą znacznego zwiększenia autonomii swojego regionu na co ze względów politycznych i ekonomicznych nie zgadzają się mniej liczni i słabsi gospodarczo Walonowie. Częste stały się komentarze o możliwości rozpadu państwa. A wszystko to w samym centrum jednoczącej się Europy.

GDY PRAGNĄŁEM CISZY...

Tymczasem w samym centrum autobusu nr 129 (który wiezie nas do Dilbeek): my, Rumuni, Chorwaci, Szkot, Szwedka i Włosi. Ci ostatni, do spółki z naszymi rodakami z Wałbrzycha, robią najwięcej hałasu. Słabo znają język angielski, polskiego, co zrozumiałem, ani trochę, ale nie stanowi to dla nich żadnej przeszkody w nawiązywaniu kontaktów z kilkoma, skądinąd bardzo z tego faktu zadowolonymi, Polkami. Język to jak najbardziej sztuczna granica. Ktoś zaintonował pieśń. Włosi przewodzą, reszta wtóruje. I tak, pośród dźwięków przebojów wprost ze słonecznej Italii, docieramy na miejsce.  

TROCINY I RZEŻUCHA

Rodzina z Dilbeek, u której mieszkamy przez tych kilka dni, gdy trwa Taizé, to rodzina bliska naturze. W ich domu ekologiczna jest kawa, herbata, mleko, wafelki; ekologiczne jest musujące wino z jabłek (2,2% alkoholu), które pijemy w noworoczny poranek, zagryzając ekologicznymi krakersami. Na noworoczny obiad spożywamy: danie pierwsze – zupa z dyni (dynia z własnego ogródka), danie drugie – surówka z marchewki z rzeżuchą. Jednak ekologicznym szczytem jest ekologiczna toaleta. Wygląda całkiem normalnie, tyle że nie spuszcza się w niej wody, a jedynie wsypuje do środka trociny. Nim pójdę spać, skorzystam z tej zwykłej, na piętrze.

***

Kilka dni później wsiedliśmy do autokaru, który powiózł nas z powrotem do Polski. Nie zatrzymywaliśmy się na granicach, bo przecież żadnych granic nie ma. I tylko polskie słowa na bilboardach powiedziały mi, że znów jestem w domu. 
 

Dominik Pietrzak

  Reklama:
Reklama

(C) 2004: magazyn studencki [płyń POD PRĄD]. Wszelkie prawa zastrzeźone.
Projekt graficzny (starego) portalu: A6 STUDIO
Agencja Reklamowa

 

CMS - ACMS - GWPE ver.5.26    © 2007-2010 by www.dzielnica.pl All right reserved.   Zaloguj się