Malwina – mama piętnastomiesięcznych bliźniaczek Emmy i Mili (i 3 letniego Gutka)
Ile razy zdarzyło Ci się nie odróżnić córek?
Zdarzyło mi się to kilka razy... Najgorzej jest, gdy nie ubieram dziewczynek sama i ktoś założy im ubranka odwrotnie, niż ja to robię (a mam taką zasadę, że Emma jest bardziej różowa, Mila - niebieska, zielona, czerwona, biała, tylko nie różowa). Wtedy pomyłki zdarzają mi się często.... W ogólnym rozrachunku, tak na poważnie, to mylę się może raz na miesiąc.
Co niezwykłego jest w bliźniakach?
Najbardziej niezwykła jest ich wspólna więź, to, że jest dla nich normalne, że istnieje „drugi, taki sam ktoś”. Kiedyś koleżanka zapytała mnie, czy dziewczynki już zdają sobie sprawę z tego, że są dwie, że są bliźniaczkami. Odpowiedziałam, że one przecież nie wiedzą, że mogłoby być inaczej.
Na początku obawiałam się minusów wynikających z posiadania klona. Teraz sądzę, że nie ma złych stron bycia bliźniakiem, są z tego same korzyści. Jeśli np. dziewczynki będą na tyle sprytne, aby wykorzystać swoje podobieństwo i np. zamieniać się rolami, to będzie mnie to cieszyć.
Jakie różnice lub podobieństwa widzisz w córeczkach?
Chyba już teraz jest niepisany układ – córeczka tatusia i córeczka mamusi. Nie zdradzę jednak, która jest która, bo nie chcę, żeby dziewczynki kiedykolwiek odczuły faworyzację rodziców. Świadczy to o różnicach między nimi (głównie charakterologicznych). Jeśli chodzi o cechy zewnętrzne, to oprócz tego, że Mila jest od urodzenia do dziś 0,5 kg cięższa i ma dołeczek w lewym policzku, są identyczne.