Kilka złych decyzji, brak wiedzy i odpowiedzialności doprowadził Europę do drżenia serca. 26 kwietnia 1986 roku w czarnobylskiej elektrowni atomowej doszło do niewyobrażalnej katastrofy, która odcisnęła się piętnem na losach setek tysięcy ludzi. Po niemal dobie od wybuchu reaktora, władze zadecydowały o ewakuacji miasta Prypeć, oddalonego o 3 km od elektrowni. W ciągu kilkunastu godzin ze swoich domów wyprowadziło się prawie pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców. Zabrali to, co potrzebne, z nadzieją, że wrócą do
swoich domów w przeciągu kilku dni. Okazało się, że pożegnali to miasto na zawsze, oddając je w ręce złowrogiemu promieniowaniu i przyrodzie.
Dziś 23 lata od tamtego dnia, miasto Prypeć jest z pozoru wymarłe. Bloki opustoszały, zostały wyszabrowane do granic możliwości, ale promieniowanie dało przyrodzie wolną rękę w swoistej regeneracji. Drzewa pokryły krajobraz, trawy i mchy wchłaniają betonowe ulice. Zwierzęta zamieszkały w mieście na dobre. Nie ma tu nigdzie zamkniętych drzwi, płotów czy murów. Panuje tu oszałamiająca cisza, przerywana przez ptaki.
Nad miastem unosi się wielka deszczowa chmura. Miasto płacze. Opuszczone i skażone. Nic już nie sprawi, że place zabaw znowu będą pełne dzieci. Decyzja jednego człowieka odebrała ludziom domy, wspomnienia, dorobki całego życia i nadzieję. Z dachu najwyższego budynku w Prypeci widać komin elektrowni, bloku czwartego. Jest on symbolem tego, jak
atom może stanąć przeciwko człowiekowi, gdy się go nie szanuje.
tekst i foto: Robert Danieluk