Na początku października na moje konto wpłynęło pierwsze studenckie „kieszonkowe”, finansowane, a jakby inaczej, przez rodziców. Pełna zachwytu ledwo doczekałam najbliższego weekendu (całe 5 dni), aby z niezmąconą radością udać się na zakupy, no bo w końcu tyle gotówki wystarczy na wszystko.
Tego samego miesiąca nauczyłam się, że wśród wielu wspaniałych właściwości pieniądze mają jedną mniej chlubną – w wprost magiczny sposób znikają. W konsekwencji jej nieznajomości nauczyłam się, jak przeżyć 2 tygodnie za 18 zł.