Facebook GooglePlus YouTube Issuu Email
Moje konto

konkurs

Komentowane
Strona główna Sport

postheadericon Niewykorzystana szansa Łączpolu

(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)
reczna3Szczypiornistkom gdyńskiego Łączpolu nie udało się po raz trzeci pokonać Zagłębia Lubin i zdobyć mistrzostwa Polski. Gdynianki przegrały 17:24 i w finale play-off remisują 2:2. Decydujący mecz w środę, w Lubinie.

Od początku meczu kibice mogli oglądać chaotyczną i nerwową grę obu drużyn. Niecelne podania, straty, nieudane rzuty – błędy mnożyły się po każdej ze stron. Szybciej z chwilowego kryzysu wyszły lubinianki, które po bramce Jelić prowadziły 4:1. Łączpol starał się atakować z drugiej linii, ale niemal wszelkie próby kończyły się faulami Zagłębia. „Miedziowe” postawiły na agresywną obronę, dzięki czemu wybijały z rytmu gdyńską drużynę. Gospodynie nie czuły się najlepiej w ataku pozycyjnym, wdając w niepotrzebne przepychanki z rywalkami. Po szybkich kontrach i bramkach Sulżyckiej zdołały jednak doprowadzić do stanu 4:4. Rzut karny wykorzystany przez Mateescu i gol Siódmiak sprawiły, że Łączpol objął prowadzenie (6:4). Dynamiczne wejścia tej ostatniej i szybkie akcje rzutowe miały stać się kluczem do trzeciego zwycięstwa. Gdynianki dołożyły do tego asekurację w obronie i wkrótce prowadziły trzema bramkami (8:5, 9:6). Wówczas do głosu doszedł twardy pressing lubinianek, uniemożliwiający gdyniankom oddawanie rzutów. Przyjezdne poprawiły też grę ofensywną, opierając swe ataki na szybkich wbiegnięciach między gdyńską obronę. Kilkakrotnie Łączpol uratowała Gapska, ale w 28. minucie na tablicy świetlnej widniał remis 9:9. Prostopadłe podania między gospodynie i natychmiastowe rzuty okazały się najgroźniejszą bronią Zagłębia, które do przerwy prowadziło 11:9. Ostatnią bramkę w tej odsłonie, już po końcowej syrenie, zdobyła Byzdra.
 

postheadericon Łączpol bliżej mistrzostwa

reczna2Piłkarki ręczne Łączpolu Gdynia powinny być szczęśliwe, że mecz nie trwa pół godziny. Po pierwszej połowie gdynianki przegrywały z Zagłębiem Lubin pięcioma bramkami. Zdołały jednak odrobić straty i wygrały 28:22. W finałowej rywalizacji prowadzą 2:1 i do mistrzostwa Polski brakuje im jednego zwycięstwa.

Pierwsze minuty to pasywna gra Łączpolu w ataku i zabójcze kontry ze strony „Miedziowych”. Wkrótce lubinianki prowadziły 3:0 i dopiero Sulżycka przełamała niemoc strzelecką gospodyń. Zagłębie grało lepiej w ofensywie, szybko wymieniając pozycje i kontrolując tempo gry. Łączpol próbował przełamać mur obronny przyjezdnych, posyłając piłki po przekątnej do Sulżyckiej, ale ta była nieskuteczna. Dzięki rzucie z dystansu Siódmiak gdynianki zbliżyły się jednak do rywalek na jeden punkt (4:5). Kolejne minuty to festiwal strzeleckich pomyłek – lubinianki nie wykorzystały m.in. rzutu karnego, a Siódmiak trafiła w poprzeczkę. Pierwsze przełamały się przyjezdne i po golu Byzdry prowadziły dwoma bramkami. Główną bronią lubinianek była ofensywna rotacja zawodniczek, ale cudów między słupkami dokonywała Gapska. W grze Łączpolu brakowało kombinacyjnych zagrań, a gdynianki nie miały pomysłu na sforsowanie lubińskiej obrony. Ataki ze skrzydła Sulżyckiej i próby z dystansu Siódmiak to było za mało, nie wykorzystywane były obrotowe.
 

postheadericon Puchar Delaunay'a w Gdańsku

(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)
delaunay Marzenie uczestników piłkarskich Mistrzostw Europy zawitało do Gdańska. Przez dwa dni, środę i czwartek, trójmiejscy kibice mogli z blisko podziwiać główne trofeum Euro 2012. Zdjęcie z pucharem Henri Delaunaya na Targu Węglowym zrobiło sobie około 5000 osób.

Gdańsk był kolejnym, po Warszawie, przystankiem na drodze statuetki po krajach-organizatorach ME. Puchar pojawił się nad Motławą już we wtorek, a przy przewiezieniu go do centrum miasta asystowało 30 harleyowców. Pierwsi piłkarskie trofeum podziwiali pacjenci Kliniki Pediatrii, Hematologii i Onkologii Dziecięcej. Następnie statuetka pojawiła się na PGE Arenie, a potem na molo w Brzeżnie. Stamtąd okręt ORP „Orkan” przepłynął z nią pod Zieloną Bramę.
 

postheadericon Remis w rywalizacji Trefla i Śląska

(1 głos, średnia ocena 5.00 na 5)
LogoTreflSopotTrefl Sopot zagrał w końcu tak, jak na faworyta przystało i odniósł pewne zwycięstwo z ekipą Śląska Wrocław. Mecz zakończył się wynikiem 86:77, a stan rywalizacji między tymi ekipami wyrównał się.

Pierwsze punkty w meczu zdobył Paul Graham. Za trzy odpowiedział Łukasz Koszarek. Efektowny blok Johna Turka na Buczaku pobudził publiczność na Ergo Arenie. Potem wynik poprawił trójką i akcją „and1”Filip Dylewicz, wyprowadzając swój klub na prowadzenie 11 do 2. Trafienia Adama Wójcika i Grahama podreperowały trochę konto punktowe Śląska, ale gospodarze wciąż grali skutecznie. Ładne punkty wsadem zdobył Adam Waczyński po podaniu Łukasza Wiśniewskiego. Trwał świetny moment wychowanka Trefla – chwilę później popisał się efektowną penetracją. Trener przyjezdnych Miodrag Rajković poprosił o czas przy stanie 22:9, aby wybić z uderzenia sopocian. Złą passę gości przełamał Dylewicz, trafiając przypadkowo do własnego kosza.

Obrona strefowa Śląska zatrzymała kilka akcji i po przejęciu Bartosza Bochno i punktach Grahama, timeout wykorzystał Karlis Muiznieks przy stanie 25:15. Nadal trwał jednak koncert gry w wykonaniu kapitana sopocian. Dylu zdobył aż 16 punktów, w tym inkasując 3 trójki na 100 procentowej skuteczności. Kwarta zakończyła się wynikiem 29:17. Trefl zagrał tak jak powinien w pierwszym spotkaniu. Wykorzystywał swoje przewagi na poszczególnych pozycjach i co najważniejsze, trafiał celnie do kosza. Śląsk odczuwał jeszcze trudy poniedziałkowego spotkania i nie prezentował się tak dobrze jak w Hali 100-lecia.

Na początku kwarty Trefl miał jednak problemy z umieszczeniem piłki w koszu, a szanse na odrobienie kilku punktów wykorzystali goście. Trójką Skibniewskiego Śląsk doszedł sopocki zespół na 2 punkty. Run 10:0 zakończył dopiero Dylewicz trafiając po podaniu Cummingsa. Osobistymi do remisu doprowadził Slavisa Bogavac. Gra się wyrównała. Obie strony ekipy popełniały błędy i nie potrafiły osiągnąć przewagi. Na szczęście dla Trefla w końcu trafienia zaliczyli Stefański, Turek i Koszarek, odskakując od przeciwnika na 5 punktów. Na minutę przed końcem świetną akcją popisał się Waczyński. Faulowany trafił za trzy, i dorzucił kolejne oczko z rzutu wolnego. Na zakończenie trójka Buczaka ustaliła wynik pierwszej połowy na 46:41.

Świetną partię rozgrywał Filip Dylewicz. Chociaż w drugiej kwarcie powiększył swój dorobek tylko o 2 oczka, łącznie zanotował osiemnaście. Kolejne 8 dorzucił Waczyński i to wystarczyło, aby prowadzić ze Śląskiem. Dziwiła jednak mała rotacja w zespole, szczególnie patrząc na słabą grę Łukasza Wiśniewskiego. Jermaine Mallet powinien dostać zdecydowanie więcej minut. Świetne wejście zanotował Marcin Stefański, ożywiając poczynania sopocian na parkiecie. Wrocławianie bazowali oczywiście na grze Roberta Skibniewskiego, zdobywcy 11 punktów i 4 asyst. Dobrze zaprezentował się też wchodzący z ławki Bartosz Diduszko, który wzbogacił dorobek swojej drużyny o 7 oczek.

Waczyński spod kosza otworzył wynik drugiej części meczu. Cztery kolejne punkty z rzędu zdobył Mladenović, ale odpowiedzieli Wiśniewski i Koszarek. Waczyński wyprowadził Trefl na 11 punktowe prowadzenie. Lider Śląska Skibniewski trafia jednak trójkę i jego zespól nadal był w grze. Przy stanie 61:48 timeout dla Rajkovića. Po trafieniach Diduszki i Bochno zareagował Muiznieks, ale nie podziałało to korzystania na poczynania jego podopiecznych. Stratę zaliczył Stefański, a Bochno skarcił sopocian trójką. Utrzymywała się jednak ciągle 7 punktowa przewaga gospodarzy. Trafienia z osobistych Dylewicza i trójka Cummingsa doprowadziła do stanu 70:55 i w ostatniej kwarcie do sopocian należała tylko obrona sporej, 15 punktowej przewagi.

Ostatnią część gry rozpoczął festiwal rzutów za trzy punkty. Ze strony Śląska trafiał Kacper Sęk, odpowiedzieli Waczyński i Koszarek. Gra toczyła się w spokojnym tempie i kibice mogli narzekać na brak emocji. Trefl spokojnie dowiózł zwycięstwo do końca, dając okazję tylko do odrobienia kilku punktów, głównie z rzutów osobistych. Końcowy rezultat ustalił celnym trzy punktowym rzutem Buczak. Trefl Sopot odniósł zwycięstwo 86:77 i wyrównał stan rywalizacji.
Michał Krajewski

Trefl Sopot – Śląsk Wrocław 86:77 (29:17, 17:24, 24:14, 16:22)

Trefl: Dylewicz 23, Waczyński 19, Koszarek 18, Turek 9, Stefański 7, Cummings 5, Kuzminskas 1, Mallett 0, Szymkiewicz 0.

Śląsk: Skibniewski 14, Graham 14, Diduszko 11, Buczak 9, Sęk 7, Buczak 6, Mladenović 6, Wójcik 6, Bochno 6, Niedźwiedzki 1.


 
 

postheadericon Nieskuteczna gra i zmarnowana szansa

(2 głosów, średnia ocena 5.00 na 5)
lechia herb2011Do Gdańska przyjechała drużyna Śląska Wrocław, która mimo wysokiego miejsca w tabeli na wiosnę prezentuję się fatalnie. Lechia niestety również nie imponuje formą i w meczu przyjaźni padł remis. Szkoda, bo przez większość spotkania gospodarze grali w przewadze jednego zawodnika, a mimo to nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Lechia rozpoczęła spotkanie z dużym animuszem. Już w 2 minucie trudności z obroną strzału Piotra Grzelczaka miał Marian Kelemen. Gospodarze utrzymywali się przy piłce, ale w 9 minucie błąd popełnił przy wybiciu Siergiej Kożans. Na szczęście na posterunku był Wojciech Pawłowski. Dobrą sytuację miał Traore po błędzie Pawelca, ale uderzył zbyt lekko. W 14 minucie Tadeusz Socha faulował wychodzącego na czystą pozycje Jakuba Wilka i został ukarany czerwoną kartką. Z wolnego niecelnie strzelał Marko Baijić, ale przewaga jednego zawodnika przez resztę meczu stanowiła spory atut dla walczących o utrzymanie gdańszczan.
 
Więcej artykułów…
Naszą witrynę przegląda teraz 368 gości i 1 użytkownik