Małe podsumowanie finału LŚ 2011
To był turniej niespodzianek. Po pierwsze, nie wygrali Brazyliczycy. Po drugie, bez kluczowych zawodników nasza reprezentacja zdołała zająć trzecie miejsce. I wreszcie po trzecie - po finale argetyński sport nie będzie się wszystkim kojarzył tylko z Leo Messim.
Wielki szacunek należy się triumfatorom Ligi Światowej 2011 - Rosjanom. Nie tylko za samo zwycięstwo ale przede wszystkim za to, że zdołali pokonać Brazylię. W ostatnich latach udało się to tylko Amerykanom w finale IO w Pekinie. Gdy Stany przegrały z Brazylią w grupie finału LŚ w Gdańsku, byłem przekonany, że nikt nie powstrzyma Canarinhos. Rosjanie oprócz siły i techniki pokazali ogromną odporność psychiczną, gdyż praktycznie na każdym meczu publiczność była raczej za ich przeciwnikami.
Chyba każdy z dumą oglądał walkę biało - czerwonych. Dramatyczne zwycięstwa z Bułgarią i Argentyną, klęski z Włochami i Rosją i na koniec pewne zwycięstwo w meczu o 3 miejsce, znów z Albicelestes. Nasza młoda drużyna pokazała ogromny charakter, a każdy z zawodników dołożył swoją cegiełkę do sukcesu. Wielu mówiło, że naszym brakuje zimnej krwi w końcówkach. Jednak młodzieńczy zapał do walki Kurka, Jarosza czy Kubiaka zamknął usta malkontentom. To co pokazali Polacy napawa optymizmem na przyszłość. Gdy do kadry powrócą Wlazły i Winiarski, na następnych wielkich imprezach to my, obok Rosjan i Brazylijczyków, będziemy głównymi faworytami.
Największe wrażenie zrobiła na mnie chyba jednak Argentyna. I to w czysto siatkarskim sensie. Pokazali akcje, które widziałem po raz pierwszy. Polot rozgrywającego Luciano de Ceco sprawiał, że szczęka mi opadała. No bo jaki inny wystawiający zagra krótką z tyłu przy przyjęciu na 4 metr, albo gdy jego kolega obronił piłkę spod band reklamowych? To była nowa jakość. Myślę, że gdy ci młodzi, niesamowicie zdolni Argentyńczycy okrzepną, będą siać postrach w siatkarskim świecie.
Na koniec oczywiście o wspaniałym dopingu i organizacji turnieju. Na żywo widziałem dwa mecze tegorocznego finału i muszę przynać, że nie sposób było nie włączyć się do wspólnej zabawy na trybunach. Organizacja wokół i w samej Ergo Arenie była świetna. Wszystko dokładnie opisane, kompetentni i mili pracownicy.
A wszyscy Ci którzy narzekali, że Ergo Arena to niepotrzebny dla Gdańska wydatek, powinni dostać po łapach zagrywką Bartka Kurka.





















