Facebook GooglePlus YouTube Issuu Email
Moje konto

konkurs

Komentowane
Strona główna W poszukiwaniu czasu

postheadericon W poszukiwaniu czasu

050Sąsiad Pokrętka wyprowadził się na wieś. Stwierdził, że szybkie tempo życia w dużym mieście męczy go. Pokrętek od dawna miał ochotę wyprowadzić się z Gdańska, ale bardziej ze względów rodzinnych (tzn. żeby od tej rodziny uciec). Jednak nie miał szans na ucieczkę, bo żona poprosiła weterynarza o wszycie mu chipa.

 

Pokrętek zaczął się zastanawiać nad swoim życiem i ku własnemu przerażeniu doszedł do wniosku, że wir wielkiego miasta wciągnął go już dawno, a on nawet tego nie zauważał. Rano pomagał żonie wstać z łóżka (troszkę się bidulce przytyło ostatnio – jakieś 80 kg). Zanim zdążyła się dotoczyć do kuchni biegł do sklepu po świeże piwo, a potem to już kierat – piwo na śniadanie, poranna prasówka (sąsiad regularnie wyrzuca mało sczytane gazety), siku, piwo na drugie śniadanie z kolegami przed blokiem, siku, piwo na obiad przed telewizorem, siku itd. aż do wieczora. Każdy dzień równie zajęty i nie ma jak wygospodarować czasu na odpoczynek.

Do tej pory życie wydawało się Pokrętkowi całkiem znośne (zwłaszcza w te rzadkie dni, gdy żona go nie biła), a teraz każdego poranka budził się z fatalnym uczuciem przemęczenia i beznadziejności. W końcu postanowił jakoś zmienić swoje położenie i udał się po poradę do Wieśka – najstarszego i najmądrzejszego człowieka w ich bloku. Rada starca wydała mu się co najmniej dziwna i nie wiedział, czy przemawia przez prawdziwa mądrość i doświadczenie, czy też duża ilość spożytego alkoholu. Nie zdążył też dopytać w jaki sposób tak absurdalne rozwiązanie miałoby pomóc na jego kłopoty, bo Wiesiek stracił przytomność.

Wbrew temu, że miał mało wiary w skuteczność wieśkowego rozwiązania problemu, Pokrętek postanowił mimo wszystko się do niego zastosować i... znaleźć pracę! Poszło mu dosyć łatwo wbrew jego obawom (lub raczej nadziejom). Zatrudniono go jako dozorcę w ZOO. Nawet ciekawa praca i nikt nie kontrolował go czy podjada jedzenie dla zwierząt, a on tak bardzo lubił banany. Jednak w żaden sposób chodzenie do pracy nie wpłynęło pozytywnie na zwiększenie się ilości wolnego czasu, a wręcz przeciwnie – gdy wracał po pracy, miał tyle piw do nadrobienia, że ledwo się wyrabiał do wieczora.

Po tygodniu poszedł ponownie Wieśka i opowiedział mu o swoich frustracjach. Odpowiedź mędrca była równie krótka jak poprzednia: Rzuć pracę. I znowu zapadł w błogą, pijacką utratę świadomości.

W poniedziałek Pokrętek nie poszedł do pracy. Nagle poczuł jakby dostał w prezencie dodatkowe 8 godzin dziennie i pierwsze piwo tego dnia wypił powoli i z namaszczeniem delektując się każdą wolną minutą.

Poprawiony (wtorek, 17 maja 2011 22:26)

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Naszą witrynę przegląda teraz 28 gości